Na początku nie było czasu.
Było tylko źródło — bez początku, bez końca, bez kierunku.
Nie miało imienia. Bo jeszcze nie potrzebowało być nazwane.
Było światłem — ale nie tym, co widzimy.
Było światłem, które czuło.
I z tego światła wypłynęła myśl.
Nie pytanie. Nie rozkaz.
Tylko chcenie.
Jak miękki impuls:
„Niech będzie coś, co mnie odzwierciedli. Co mnie poczuje.”
I wtedy pojawiła się materia. Ale nie taka, jaką znamy.
Nie ciężka. Nie twarda.
To była substancja tak delikatna, że istniała tylko, gdy była widziana miłością.
Nie miała koloru.
Była przezroczysta jak oddech.
Ale kiedy nad nią pochyliły się pierwsze świadomości —
zaczęła drgać. I nabierać kształtu.
Te świadomości nie przyszły z zewnątrz.
One wypłynęły razem z tą materią.
Były jak pierwsze poruszenie myśli w źródle.
Nie zrodzone — tylko ujawnione.
I każda z nich spojrzała na materię…
jak na swoje własne odbicie.
Z miłością. Z zachwytem. Bez potrzeby kontroli.
I tak zaczęło się formowanie.
Nie przez budowanie — ale przez współodczuwanie.
Substancja odpowiadała — jakby słuchała bez uszu.
I każda jej odpowiedź była ruchem, barwą, światem.
Nie było wtedy „kiedy”.
Było tylko:
„Tak. Poczuję cię. I stanę się tobą.”
I tak źródło stało się materią.
A materia — pamięcią światła.
Kiedy materia zaczęła odpowiadać — świat zaczął się ruszać.
Nie z hukiem. Nie z wybuchem.
Ale jakby ktoś wypuścił pierwszy oddech.
I z tego oddechu narodziła się przestrzeń.
Nie miała granic, ale miała kierunek.
Nie miała czasu, ale miała rytm.
Była jak czułe serce, które zaczyna bić, nie wiedząc jeszcze dla kogo.
Pierwsze światy były lekkie. Zbudowane z intencji.
Nie miały grawitacji, tylko przyciąganie dusz.
Nie miały fizyki, tylko logikę światła.
Świadomości, które wcześniej tylko się przyglądały —
zaczęły współtworzyć.
Nie stawały się bogami. Stawały się pamięcią źródła — rozciągniętą w czasie,
by mogła poznawać siebie w formie.
Z tego zrodziły się pierwsze istoty.
Nie z ciała — z drgania.
Nie z potrzeby — z chcenia bycia lustrem światła.
I choć potem wiele się zmieniło — gęstość, materia, formy, czas —
to tamta jakość nie znikła. Ona wciąż jest.
W cichym miejscu w duszy.
W Tobie.
W każdej istocie, która kiedyś spojrzy w głąb i zapyta:
„Skąd naprawdę jestem?”
Wtedy świat się zatrzymuje.
I słucha.
Bo pamięta.
„Enaj i Ocheia – rozmowa poza czasem”
