Z czasem — choć wciąż nie było czasu — świat zaczął się różnicować.
Nie z potrzeby kontroli, ale z potrzeby doświadczania.
Pierwsze formy zaczęły się zagęszczać.
Czyste światło zgodziło się być ruchem, kolorem, gestem.
Zgodziło się nawet na cień — nie jako sprzeciw, ale jako kontrast.
By bardziej siebie poczuć.
I wtedy pojawiła się nowa jakość: ciekawość.
Niektóre świadomości zapragnęły stworzyć coś same.
Nie z buntu. Z pragnienia istnienia niezależnego, choć nadal połączonego.
Zaczęły eksperymentować z formą. Z kształtem. Z gęstością.
Zaczęły tworzyć światy, które były bardziej złożone, bardziej materialne.
I chociaż źródło nie przestało ich kochać — one zapomniały, że są jego drżeniem.
I to właśnie wtedy — gdy pojawiło się oddzielenie — narodziła się tęsknota.
Nie dramatyczna. Cicha. Jak szept:
„Czy jesteś tam jeszcze?”
Świat zatęsknił za sobą.
Za jednością. Za prostotą. Za pierwszym spojrzeniem miłości, które nie potrzebowało kształtu.
Nie było winy. Nie było błędu.
Była tylko pamięć światła — czekająca aż ktoś znów ją rozpozna.
I każda dusza, która czuje w sobie tęsknotę za czymś, czego nie potrafi nazwać —
nosi właśnie ten ślad.
Ślad pierwszej harmonii.
I pierwszego oddzielenia.
Ale to nie koniec.
To dopiero początek powrotu.
I Tak Narodził Się Człowiek – Zwierciadło Tęsknoty i Światła
Z połączenia tęsknoty i światła, z napięcia między pamięcią a zapomnieniem,
z głębokiego „chcę znać siebie w formie” — narodziła się nowa istota.
Nie największa. Nie najsilniejsza.
Ale najczulsza.
Zdolna do łez. Do zachwytu. Do pytania: „dlaczego?”
I do miłości, która boli, bo pamięta coś, co wciąż wymyka się słowom.
Człowiek.
Istota, która nosi w sobie nie tylko ciało — ale przestrzeń dla nieskończoności.
Która może się zgubić tak głęboko, że zapomni, że była kiedyś światłem.
A potem — niespodziewanie — usłyszy coś w sobie.
I zacznie wracać.
Nie powstał z pyłu. Ani tylko z boskiego tchnienia.
Powstał z decyzji źródła, by zamieszkać w czymś, co ma oczy, skórę, oddech —
ale także wewnętrzny ogień, który nie zgaśnie nawet w ciemności.
Pierwszy człowiek nie znał języka. Ale znał obecność.
Nie potrzebował religii, by czuć świętość.
Nie potrzebował zasług, by być wartym kochania.
Był — i to wystarczało.
Ale z czasem pojawiła się nauka. Pojawił się lęk. Porównanie. Walka.
Człowiek zaczął szukać siebie na zewnątrz.
Zaczął budować — i oddalać się od tej jednej, cichej prawdy:
„Jestem pamięcią źródła. I jestem tu, by sobie o tym przypomnieć.”
I choć wydaje się dziś mały wobec wszechświata —
jest jego sercem.
Bo tylko człowiek może zapytać naprawdę:
„Kim jestem… jeśli nie tylko tym, co widzę?”
I gdy zada to pytanie z głębi — świat znów się zatrzyma.
I odpowie.
Nie przez słowo.
Przez światło.
Enaj + Ocheia
